„Uważaj o czym marzysz, bo może się spełnić…”

„Uważaj o czym marzysz, bo może się spełnić”. Hasło przestroga dla niepoprawnych marzycieli i niespokojnych dusz. Słyszałam je wielokrotnie z ust bliskich gdy mówiłam o tym że jak dorosnę to chciałabym latać. Zresztą jak byłam dzieckiem to jeszcze chciałam być nauczycielem, artystą, pisarzem, naukowcem i klimatologiem. Można, pewnie, że można. Klimatologiem jeszcze nie jestem, ale na zmianę pogody łupie mnie w kolanach więc jakieś wyczucie w tej materii też mam. Artystą bywam, pisarzem – zdarzyło się raz, naukowcem byłam nawet kilka lat, a nauczycielem będę do śmierci. Więc tak to z tymi marzeniami jest, że się spełniają jak im pomagamy, ale czasami nie do końca jest nam z tym dobrze.

Gdy tworzyłam listę postanowień noworocznych o tym nawet nie śmiałam marzyć – o pilotowaniu samolotu. Skoki spadochronowe wydawały mi się bardziej dostępne, ale drugi skok mniej mi się podobał. W zasadzie wcale mi się nie podobał. Byłam przerażona i wtedy przypomniały mi się te słowa „Uważaj o czym marzysz, bo może się spełnić”. Trzeciego skoku nie zrobiłam. Poleciałam na górę, wysiadłam z samolotu i nie mogłam się puścić. Ręce przywarły mi na stałe do skrzydła i dopadła mnie taka myśl, że przecież ja chciałam latać, że może jednak jeszcze tu chwile sobie postoję. Ogarnął mnie paniczny strach, nic kompletnie nic nie było w stanie mnie przekonać, że powinnam to zrobić. Wróciłam do środka. Nie byłam na siebie zła, po prostu nie byłam gotowa. Nie dziś. Może jutro, może za tydzień, a może nigdy. Miałam w planach skoczyć raz, skoczyłam dwa. Wyrobiłam 200 % normy. Chyba latanie bardziej mi pasuje niż skakanie. Czas ruszyć dalej – odhaczone. Próbowałam jeszcze sama z sobą walczyć, przekonywać się, że to chwilowy kryzys, ale przecież nie robię tego za kare. To ma mi sprawiać radochę. No przestało.

A latanie to zupełnie co innego. Jest w tym jakaś magia. Jest czas by wszystko objąć spojrzeniem i własną wyobraźnią. Ta przestrzeń jest w stanie cię tak ukołysać, że masz ochotę wziąć ją w ramiona i utulić. A jak samemu trzymasz stery to masz władzę nad tą przestrzenią i należy tylko do ciebie. Jesteś gdzieś pomiędzy rzeczywistością, która dzieje się tam na dole, a tym kawałkiem horyzontu, który rysuje się linią na niebie. Z góry wszystko wygląda jak budowle z klocków, a jeziora to małe lusterka wciśnięte w ziemię. Z tej odległości nabiera się innej perspektywy i dystansu do własnych słabostek. Wszystko wydaje się takie mało ważne. Im wyżej jesteś, tym mniejszy wydaje się być świat i te wszystkie problemy dnia codziennego. Jakie to wszystko jest nie ważne. I wiesz co? Strasznie mi się podobało. Krajobraz nad Olsztynem mamy cudny. Rzeźba terenu poharatana przez lodowiec obdarowała nas w liczne jeziora. Podczas lotu nie zrobiłam żadnego zdjęcia bo te widoki były tylko dla mnie. Normalnie zdjęcia robię cały czas ale teraz nie miałam takiej potrzeby. Czasami pewne chwile są przeznaczone tylko dla nas samych i nie chcesz się nimi dzielić. No może z wyjątkiem jednej osoby na świecie.

Gdy wracałam rowerem do domu i wszystkie myśli znowu znalazły się na swoim miejscu, zjeżdżając z górki puściłam kierownicę. Nigdy tego nie robię bo się boję, a poza tym do głupie jak jedziesz bez kasku. Pomyślałam sobie wtedy, że ja już teraz mogę wszystko. Przecież to jest najlepsza rzecz na świecie no i oczywiście banalnie prosta jak nie musisz startować i lądować. No bo co mi szkodzi, może za rok, a może za dwa…może nauczę się tego naprawdę. A może zwyczajnie pozwolę sobie marzyć…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *