Pozować każdy może, jeden lepiej drugi gorzej…

Tak to już czasami bywa, że jak nam się wszystko po kolei udaje, to ciągle nam mało i chcemy więcej. No bo niby czemu nie. Skoro jesteśmy na fali to wszystko może się stać. Kiedyś potrafiłam jednym ciągiem obejrzeć sezon jakiegoś serialu. Człowiek gapił się w ekran i w zasadzie żył czyimś życiem, bo jego było smutne, nudne, szare i w ogóle to nic się nie działo a oni wszyscy piękni młodzi i bogaci. A ja taka zwykła i pusta, a jeszcze jak siedziałam przed laptopem w piżamie bez makijażu z włosami związanymi w coś na kształt koka, to przygnębienie sięgało zenitu. I któregoś razu powiedziałam sobie dość. Brałam wszystko takie jakie jest. Ładne czy brzydkie, ale jest moje, to ja. Zaczęłam odpowiadać na wszystkie ciekawe ogłoszenia „tak”. Tak wezmę udział w skokach spadochronowych, tak – pójdę na rekrutację do radia, tak – zgłoszę się do udziału w sesji zdjęciowej i zostanę na chwilę modelką.

Kiedyś moja dobra znajoma fotografka powiedziała mi, że mam bardzo plastyczną twarz i jestem fotogeniczna, więc postanowiłam się odważyć. Dzięki Mila 😉

Nigdy nie lubiłam zdjęć, ale w końcu sobie odpuściłam. Wystarczy się szeroko uśmiechać, a wyjdzie każde zdjęcie i aparat nie pęknie.

Nie należę do drobnych dziewczyn. Mam 171 cm wzrostu i ważę 68 kg. Moja dietetyczna mówi że przy 64 kg mój organizm pracowałby najbardziej optymalnie. No, może kiedyś. Ostatecznie marka, która wybrała mnie projektuje ubiory ciążowe, więc dla mnie jak znalazł. I wyobraź sobie, że podczas przymiarek zakładałam rozmiar S. Nigdy nie nosiłam S. Byłam uradowana. W końcu ciuchy dla normalnych dziewczyn. I nie wyglądałam jak w ciąży. Miałam obawy, że zrobią mnie w ciąży. Nie zrobili. Uff.

Zamysł marki jest taki, ze projektuje i szyje ubrania podobne dla mamy i dziecka. Głównie dla kobiet w ciąży i karmiących, ale nie pokazuje tego wprost. W zasadzie każda z nas może je nosić. Ja noszę, a w ciąży byłam jakiś czas temu.

Sesja była mamowo-dzieciowa, więc dorobiłam się syna i córki w wieku ok. 2 i 3 lat. Styl jak najbardziej mój. Totalny luz, dresy, koszulki z nadrukiem, streetowo łobuzerski szyk. Atmosfera była bardzo serdeczna, uśmiałam się jak nigdy, a dzieciaki cudowne. Zdjęcia wyszły świetnie. I chyba lubię siebie na zdjęciach. Od niedawna, ale uśmiecham się i to chyba wystarcza.

      

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *