Perkusja i miłość od pierwszego bębnienia

Postanowieniami rocznymi sypnęłam jak z rękawa. Nie wiele zastanawiałam się nad konsekwencjami swoich decyzji. Przypomina to raczej zachowanie małej dziewczynki, która w szale tupie swoją pulchną nóżką upchaną w przyciasny lakierowany pantofelek. Powiedziałam sobie, ‘Teraz moja kolej! Będzie po mojemu”.

Jak to się zaczęło z tą perkusją? A no nie było łatwo. To były bardzo mozolne poszukiwania.  Byłam bliska rezygnacji i znalazłam się w momencie, czy nie odpuścić sobie tych niepotrzebnych upokorzeń, bo chodziłam na różne koncerty i zaczepiałam perkusistów czy przypadkiem nie chcieliby mnie nauczyć grać. No bo gdzie tam w internetach ludzi szukać. Musiałam wiedzieć jak gra, jeżeli ma mnie uczyć. Wszyscy się pukali w głowę. Jeden się nie pukał. Zgodził się. I pomyślałam, chyba jakiś wariat.

To było jeszcze przed nowym rokiem. Teraz wybierałam się na zasłużony, tygodniowy urlop, więc plan postanowiłam wdrożyć dopiero w styczniu. Jak postanowienie noworoczne, to nie może być falstartu a odpocząć człowiek tez musi.  Grzecznie czekałam choć nosiło mnie okrutnie. Urlop minął bardzo szybko. I całe szczęście, bo nic tak nie wykańcza człowieka jak nic nie robienie. Mijały kolejne dni.  Praca szła swoim leniwym tempem, ale wszystko było na czas. Nawet wpadło mi kilka ciekawych projektów, więc roboty było dużo.  I nagle przyłapałam się na pewnej myśli, że odraczam pewne rzeczy wykręcając się brakiem czasu. Znowu to sobie robię, znowu sobie odpuszczam. Chwyciłam za telefon i umówiłam się na pierwsze zajęcia.

Gdy w końcu nadeszła pierwsza lekcja, długo wyczekiwana jak nowo narodzone dziecko. Gdy usiadłam przed perkusją i zaczęłam na niej grać (oczywiście nie tak od razu, dopiero po 45 min. ćwiczeń i przygotowań) to już wiedziałam. Wiedziałam, że to jest to. To tak jak poznajesz dziewczynę i wiesz, że to ta jedyna. Nawet nie przypuszczałam, że może iść mi tak dobrze. Bo przecież muzyk musi mieć dobry słuch, a od tego w domu byli inni lepiej słyszący niż ja. Jak już młodego człowieka posegregujesz i powkładasz w odpowiednie pudełka to potem trudno jest uwierzyć w to, że można przecież jeszcze inaczej, że istnieje coś poza szuflandią… I wtedy postanowiłam, że jak dorosnę zostanę perkusistą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *